wtorek, 30 grudnia 2014

Coś dla ciała :)

Dzisiaj będzie zupełnie odmienna tematyka, która dla pań może się okazać bardzo przydatna na czas nadchodzącego Sylwestra i karnawału. Tyle było już na temat wnętrz i dzieci, że czas zrobić tym razem coś dla siebie drogie Panie :) O ile byłabym z pewnością słabym doradcą w sprawie ubioru i fryzury, o tyle mogę się przysłużyć swojej płci i podzielić się z Wami sprawdzonymi pomysłami w kwestii oryginalnego manicure. Jeśli chcecie zabłysnąć na zabawie sylwestrowej i sprawić, że koleżanki będą pytać: "jak to zrobiłaś", oto kilka wskazówek:)
Na wstępie chciałam przeprosić Was, drogie Panie, za marną jakość zdjęć. Z uwagi na nienajlepsze warunki doświetleniowe wyszły raczej słabo. W miarę możliwości postaram się zastąpić zdjęcia lepszymi.


Ombre
Trend na ombre na dobre zagościł już we fryzjerstwie (którego jestem wierna fanką:) oraz w modzie. Czas zatem na rozpowszechnienie na naszych paznokciach. Ta technika może  nie należy do najłatwiejszych, ale warto się pomęczyć, żeby osiągnąć niepowtarzalny efekt. Być może już się z nią spotkałyście, ale jeśli jest dla Was nowością, oto krok po kroku, jak ja wykonać.


Na przygotowane wcześniej paznokcie nakładamy kolor, który będzie stanowił nasza bazę. Wybrałam kolor biały, aby kontrast między kolorami był bardzo wyraźny. Dobieramy sobie drugi kolor, którym "oprószymy" naszą bazę. Dodatkowo potrzebne nam będą gąbeczki do nakładania podkładu (trójkąty sprawdzą się idealnie) oraz dużo, dużo patyczków higienicznych.
Na krawędź gąbeczki nakładamy pędzelkiem drugi lakier (wybrałam jaskrawo pomarańczowy).


Tapujemy nią wystającą płytkę paznokcia, starając się, aby najintensywniejszy kolor znajdował się przy krawędzi i płynnie rozmywał się im dalej w paznokieć.



WAŻNE; Warunkiem udanego ombre jest dokładne wyschnięcie każdej z warstw!
Nie przejmujcie się pomazanymi przy okazji skórkami wokół paznokci. Do poprawek będzie służyła ta duża ilość patyczków higienicznych:)


Całość zabezpieczamy bezbarwnym lakierem, który dodatkowo złagodzi przejścia między kolorami.


Mat & Połysk

Coraz powszechniejsze stają się matowe lakiery do paznokci. Możemy również zakupić bezbarwny lakier matujący, który przemieni lakiery które już mamy w swoich zasobach drogie Panie :) Ich cena nie różni się praktycznie od zwykłych lakierów.

Malujemy paznokcie na jeden z posiadanych przez nas lakierów (im większy posiada połysk, tym efekt będzie bardziej zauważalny).



Zabezpieczamy wolną krawędź paznokcia (użyłam prowizorycznej metody, ale sprawdza się taśma papierowa lub taśma do opatrunków).


Resztę płytki paznokcia pokrywamy lakierem matowym.


Jeśli chcemy zwiększyć kontrast między połyskiem a matem, możemy po dokładnym wyschnięciu pomalować błyszczącą końcówkę lakierem bezbarwnym.


Paski

Jest to dość prosta i co ważne tania metoda na dodanie naszym paznokciom oryginalnego wyglądu. Paski to nic innego jak cieniutka folia samoprzylepna, którą możemy kupić na Allegro. Wybór kolorów jest ogromny, a cena to tylko ok. 2,50zł/rolka. Jedna rolka liczy 20m! Wystarczy nam na "dłuuugi" czas :)



Z jej pomocą możemy tworzyć różne wzory a ograniczyć nas może wyłącznie wyobraźnia. Z uwagi na umieszczenie tego produktu w kategorii (Allegro>Uroda>Manicure i pedicure>Ozdoby), czyli dość obszernym pojęciu, dobrze jest wiedzieć jak taką folię nazwać. Chyba sami sprzedawcy mają z tym problem i często w tytułach aukcji używają kilku sformułowań: tasiemki, paseczki, nitki, taśma, paski, trawa, nić.
Osobiście zaopatrzyłam się w 4 kolory:
- złoty
- srebrny
- różowy matowy
- granat z metalicznym połyskiem.

Tasiemkę przyklejamy na wyschnięty lakier, aby w razie koniecznej poprawki (czyli odklejenia i przyklejenia ponownie w sąsiednim miejscu) nie oderwać fragmentu lakieru.
Zwykle zostawiam sobie dłuższy koniec po jednej stronie paznokcia, abym mogła go przytrzymać sąsiednim palcem.



Drugą stronę docinam już "na wymiar". Nożyczki do paznokci spisują się w tej roli znakomicie.


Ilość i konfiguracja pasków może być dowolna. Osobiście najbardziej lubię gęsto przyklejone paski tylko na palcu serdecznym (na potrzeby prezentacji pokazałam kombinację dwóch metod: pojedynczy pasek na każdym palcu + gęste paski na palcu serdecznym).



Dla odważnych polecam eksperymentowanie z paskami w karo. Można je przykleić, ale istnieje jeszcze inna metoda zdobienia.




W tym przypadku ważne jest, aby zapamiętać kolejność nakładania pasków i nie zacząć od tych "pod spodem". Możemy wtedy zaprzepaścić cały włożony trud, ponieważ pociągną za sobą pozostałe psując uzyskany wzór. Najlepiej zdjąć paski bezpośrednio po nałożeniu lakieru, zanim zdąży zastygnąć (schnący szybko lakier może się ciągnąć, tworząc "wąsy"). W miejscu krzyżowania się pasków można umieścić diamenciki, aby nadać całości ekskluzywny design:)


Maniure hybrydowy – słyszałam, ale co to dokładnie jest?

Manicure hybrydowy to wynalazek zapożyczony z metod przedłużania paznokci. Charakteryzuje go głównie trwałość, ale nie tylko. Jako największą zaletę można uznać fakt, że bezpośrednio po wykonaniu takiego manicure możemy robić wszystko: myć włosy, myć naczynia, sprzątać i robić to wszystko czego unikamy przy zwykłych lakierach, żeby nie zaprzepaścić naszych wysiłków nad starannością lub pomysłowością naszego manicure. Ponadto lakier błyszczy, jakby został zrobiony przed chwilą i wszystkie domowe czynności, które wykonujemy nie są w stanie zniwelować tego efektu. Mówiąc krótko – nie matowieje. Ogólnie mówi się, że lakier pozostaje na paznokciach do 3 tygodni. Oznacza to mniej więcej tyle co „wyprzedaż do -50%”, czyli może wytrzymać 3 tygodnie, ale nie musi. Jedno jest pewne: jest dużo trwalszy od tradycyjnych lakierów, ale także może odprysnąć. Oczywiście stanie się to później, ale nie jest niemożliwe. Poza tym, czy wyobrażacie sobie swoje paznokcie po trzech tygodniach od malowania? Odrosty, to tak samo naturalna rzecz, jak odrosty na włosach farbowanych. Po czasie wyglądają mało świeżo. Lakier posiada dość mocno skondensowany kolor i czasem wystarczy 1 warstwa, aby osiągnąć pożądany efekt. Mówiąc o lakierze musimy też wspomnieć o bazie, którą kładziemy pod lakier oraz na lakier, jako wykończenie (większość baz posiada obie te funkcje). Moim subiektywnym zdaniem, manicure hybrydowy nie powinien być polecany paniom o delikatnych i "miękkich" paznokciach. Teoretycznie jest bezpieczny dla paznokci, ale jego usunięcie, zwłaszcza nieumiejętne, może przysporzyć problemów i uszkodzić płytkę paznokcia.

Czy mogę wykonać go sama?
Tak, ale pod warunkiem, że posiadamy specjalnie do tego przeznaczony lakier (zwykle sporo droższy od zwykłych lakierów) oraz lampę UV.  Mówiąc obrazowo, jest to lakier światłoutwardzalny. Jego spora zaletą jest fakt, że jest samopoziomujący, czyli unikniemy nieestetycznych smug, jeśli nie mamy pewnej ręki do malowania.
Na Allegro oraz w licznych sklepach internetowych można zaopatrzyć się w całe zestawy startowe do manicure hybrydowego. Ich koszt waha się często w granicach 120-140zł, ale bywają też droższe. Zestaw zawiera wszystko co niezbędne: lampę UV, bazę do lakieru (często baza+top w jednym), lakier, lub kilka lakierów, pilniki, blok polerski, cleaner do odtłuszczania płytki paznokcia, waciki bezpyłowe, preparat do usuwania lakieru, drewniane patyczki, zdarzają się też ozdoby do paznokci.

Manicure hybrydowy – krok po kroku

1. Matowimy płytkę paznokcia

Do tego celu używamy bloku polerskiego, który bez szkody dla paznokcia delikatnie zmatowi jego powierzchnię, aby zwiększyć przywieranie lakieru.


 Następnie przemywamy wacikiem nasączonym cleaner'em, który odtłuści dodatkowo płytkę.



2. Nakładamy bazę

Sekretem trwałości lakieru hybrydowego jest precyzyjne nałożenie bazy. Jej warstwa nie może być zbyt gruba, ponieważ zwiększymy skłonność do odpryskiwania lakieru. Kładziemy zatem możliwie najcieńszą, ale dokładną warstwę. Ceny lakierów hybrydowych zaczynają się średnio od 8,90zł (Allegro), ale można też kupić takie za 50zl, 100zł i więcej.

Utwardzamy w lampie UV przez 2 minuty (możliwe jest delikatne uczucie kurczenia się lub ściągania się paznokcia)


3. Nakładanie lakieru

Jeśli posiadamy tradycyjną wersję lakieru z pędzelkiem, malujemy tak samo jak w przypadku zwykłego lakieru. Pamiętajmy jednak, aby nie nakładać zbyt dużej ilości, ponieważ właściwości samopoziomujące sprawią, że nadmiar spłynie na boki i zgromadzi się przy skórkach, a po utwardzeniu... wrażenia są bardzo niekomfortowe. Jeśli chcemy położyć 2 warstwy konieczne jest utwardzenie pierwszej, położenie drugiej i ponowne utwardzenie.
Jeśli zdarzy nam się mała awaria w postaci zamalowanej skórki wokół paznokcia, możemy swobodnie użyć patyczka higienicznego zwilżonego cleanerem. Nieutwardzony lakier usuwa się z łatwością.


Ważne: Pamiętajcie, aby nie malować paznokci w silnym nasłonecznieniu, ponieważ słoneczne promienie UV również prowadzą do jego utwardzania.

Niektórzy mówią, że należy przemyć paznokcie cleaner'em po każdym utwardzeniu lakierem. Należę do tych, którzy tego nie robią (ścieramy wówczas częściowo lakier). Tylko na potrzebę zastosowania omawianych wcześniej pasków przetarłam lekko cleaner'em w miejscu gdzie miały być przyklejone, aby zwiększyć ich przyczepność.

Utwardzamy w lampie UV przez 2 minuty.

4. Nakładamy warstwę TOP (wykończenie)

Na utwardzony lakier nakładamy warstwę wykańczającą, używając uniwersalnej bazy.



Utwardzamy w lampie UV przez 2 minuty.

Dopiero teraz przecieramy wacikiem bezpyłowym nasączonym cleaner'em.


Teraz paznokcie są całkowite suche i możemy robić wszystko to, czego unikałyśmy bezpośrednio po wykonaniu tradycyjnego lakieru do paznokci :) Możemy przystąpić do strojenia się na sylwestrowa zabawę :)


Takim efektem możemy cieszyć się co najmniej przez tydzień, potem bywa różnie, ale z pewnością ta metoda jest dużo trwalsza od tradycyjnego malowania paznokci. Koszt wykonania maniucure hybrydowego w gabinecie kosmetycznym to koszt zaczynający się od ok. 35zł, więc jeśli nie czujecie się na siłach zrobić go samemu, warto udać się do kosmetyczki. Choćby po to, by zobaczyć, jak się to robi i jaka jest jego trwałość. wbrew pozorom nie jest to szybka metoda malowania paznokci i trzeba zarezerwować sobie na nią nieco więcej czasu.

Usuwanie lakieru

Pozwolę sobie na bardzo subiektywna ocenę: nie lubię tego robić. Z pewnością wynika to z kłopotów związanych ze znalezieniem właściwego preparatu do usuwania lakieru hybrydowego.

Można to robić na dwie znane mi metody, które musimy poprzedzić delikatnym spiłowaniem drobnym pilnikiem wierzchniej warstwy lakieru (zwiększy to ingerencję zmywacza):


1. Moczymy paznokcie w remover'ze, czyli zmywaczu do lakieru hybrydowego, przez ok. 15 min. Z uwagi na dużą zawartość acetonu, skórki mogą poczuć się urażone :)


2. Przykładamy wacik nasączony w preparacie do usuwania lakieru do płytki paznokcia, a każdy z takich "opatrunków" zawijamy folią aluminiową na ok. 15-20 min.



Teoretycznie po tym czasie powinniśmy usunąć zmiękły lakier drewnianym patyczkiem i nie powinien stawiać większego oporu. Zwyczajnie powinien zacząć się łuszczyć.



Czasami zdarza się, że miejscami lakier nie chce ustąpić, wówczas owijamy taki paznokieć ponownie i po ok.10 min. sprawdzamy, czy można go już usunąć. Jeśli jest taki remover, który z czystym sumieniem polecacie, podzielcie się tym  z nami w komentarzach.

To tyle, jeśli chodzi o nasze babskie sprawy:) Mam nadzieję, że zainspirowałam Was do eksperymentowania ze swoimi paznokciami.


Pozostaje m życzyć Wam fantastycznej zabawy sylwestrowej oraz spełnienia marzeń i wypełnienia postanowień, w nowym 2015 roku.

wtorek, 23 grudnia 2014

Świąteczne klimaty

Wkrótce nadejdą kolejne Święta Bożego Narodzenia. W wielu Waszych domach zawitała już tradycyjna choinka, zewsząd słyszymy kolędy i muzykę świąteczną, a ulice rozświetlają migocące lampki. Chyba zgodzicie się ze mną, że Święta Bożego Narodzenia to najbardziej magiczny okres w całym roku. Poprzedza je radosne oczekiwanie, które dla różnych osób może oznaczać coś innego. Oprócz oczywistych spraw duchowych, może oznaczać oczekiwanie na świąteczne przygotowania (pieczenie, dekorowanie domu, przygotowywanie ozdób choinkowych).  


Kalendarz adwentowy
Trzy lata zabrało mi stworzenie kalendarza adwentowego:) Co roku udawało mi się zrobić tylko kilka elementów, ale dopiero teraz zdołałam je wszystkie połączyć.


Z uwagi na rozległy czas prac nad kalendarzem posiałam gdzieś pierwsze zdjęcia.


Wzór zgapiłam z internetu. Kalendarz niewiele różni się od oryginału. Jedyną zastosowaną innowacją jest osadzenie napisu w ramce z haczykami.

Krok 1.
Znalazłam odpowiednią czcionkę i wydrukowałam słowo "adwent" oraz cztery cyfry. Następnie przeniosłam je na materiał (dzisiaj użyłabym transferu nitro, o którym pisałam tutaj). Potem wyszyłam przy użyciu czerwonej muliny. Cyfry utworzyły cztery "płytki"obszyte lamówką do skosów (wiem, trochę słabo to wyszło), których druga stronę stanowi gładki materiał bez wzorów. Całość osadziłam w drewnianej ramce, pomalowanej pod kolor.


Mąż pomógł mi wywiercić otwory pod haczyki. Najpierw użył długich wkrętów uniwersalnych by nawiercić otwory, w których docelowo miały znaleźć się haczyki.




Po osadzeniu w ramce materiału z napisem podłożyłam nieco grubszy, pikowany materiał, żeby napis dobrze dolegał.



Obsługa kalendarza jest banalnie prosta. Wraz z upływem kolejnych tygodni odwracamy cyfry :)


Niech to piernik!
Od niedawna piekę własne pierniki, co jest nie lada wyczynem, biorąc pod uwagę moje kulinarne umiejętności :) Jednak w zeszłym roku po raz pierwszy zrobiłam je wspólnie z Krzysiem. Aby uatrakcyjnić mu to zadanie zgromadziłam foremki o odpowiedniej tematyce: samochód, traktor, ciuchcia, koparka, łoś, itd.
Niespodzianka się udała, ponieważ Krzysiu ochoczo zabrał się do wykrawania pierników. Naprawdę polecam!




Kule (prawie) rattanowe
Tegoroczny wygląd choinki z założenia miał być odmienny od tego z poprzednich lat. Aby tak się stało konieczne było zrobienie kilku ozdób. Jedną z nich były kule „rattanowe”.


W internecie mnóstwo jest tutoriali na ten temat i naprawdę ich wykonanie jest bardzo proste.
Potrzebujemy:

- sznurek (wybrałam dość gruby sznurek, ponieważ chciałam możliwie najwierniej odwzorować wygląd rattanu – Leroy Merlin / sznurek 3mm / 20m / 9,70zł) – 20m wystarczy na ok. 7 kul.

- balony

- klej Vicol (lepiej zainwestować w większe opakowanie ponieważ 1 mała tubka (40ml) może nie wystarczyć) – Leroy Merlin/ Vicol 0,2kg

Krok 1.
Dmuchamy balonik do wielkości, jaką miała by mieć nasza”rattanowa” kula.

Krok 2.
Maczamy sznurek w Vicolu rozrobionym z niewielka ilością wody (uwaga: zbyt duża ilość wody będzie utrudniała nawijanie sznurka na balonik, ponieważ zacznie się on ślizgać po baloniku, a w konsekwencji cała konstrukcja kuli może okazać się zbyt wiotka; najlepiej dolać najpierw odrobinę, nawinąć pierwsza kulę a później ewentualnie dolać kolejna porcję wody).  Możemy zastosować ciekawe rozwiązanie z użyciem plastikowej butelki, do którego instrukcja znajduje się tutaj. Postanowiłam jednak użyć zwykłej miski :)


Krok 3.
Owijamy mokrym sznurkiem balonik w nieregularny sposób i pozostawiamy do wyschnięcia.



Krok 4.
Najlepiej następnego dnia przekłuwamy balonik szpilką.


Balonik zacznie się kurczyć, a temu kurczeniu będzie towarzyszył ciekawy dźwięk odklejającej się od sznurka gumy. Nie musimy się martwić, że balonik nie będzie chciał się odkleić. Dzieje się to automatycznie wskutek upływu powietrza. Aby przyspieszyć ten proces możemy ponakłuwać balonik w kilku miejscach.


Następnie wyciągamy balonik ze środka przez wybraną (nieco większą) szczelinę.


W przypadku, gdy pętelka na baloniku ugrzęźnie w ciasnym splocie sznurka, wystarczy odciąć końcówkę nożyczkami i balonik szybko się uwolni:)


Gotową kulę można pomalować na dowolny kolor.



Świetlisty balkon

Światełka i lampki niewątpliwie dodają świętom Bożego Narodzenia niepowtarzalnego uroku. Mienią się, skrzą i migają, a ich światło sprawia, że czujemy magię tego wyjątkowego czasu. Nie inaczej jest w naszym domu, dlategod kilku lat umieszczam lampki – sople na karniszach wszystkich okien. Warunkiem musi być ich ciepła barwa, więc w kuchni i pokoju Krzysia króluje kolor „gold', a w salonie jest to „ciepły biały”.
Jednak zawsze marzyły mi się sople na balkonie, osadzone tak, aby rozświetlały cały balkon przyjemnym światłem. Wreszcie udało się spełnić to marzenie. Ze względów praktycznych lampki zawisły na wewnętrznej ścianie balkonu, w uwagi na obecność siatki dla kotów oraz mniejszą ekspozycję na warunki atmosferyczne (deszcz, śnieg).
Ponieważ balkon liczy 4,5m długości lampki wymagały przemyślanego mocowania, aby się nie obwieszały. Nie chciałam także, aby wymagało to wywiercenia niezliczonej ilości kołków, więc zdecydowałam się na cztery kołki z hakami i rozciągniętą na nich stalową linkę. Haki o profilu zamkniętym kupiłam w Leroy Merlin.


Dwa kołki znalazły się w narożnikach i dwa na środku, których zadaniem było podtrzymywanie stalowej linki z przymocowanymi do niej lampkami.


Sama linka miała zostać zamocowana za pomocą sercówki linowej i zaciskaczy do kabli, również dostępnych w sklepach i marketach budowlanych.



Ostatecznie zamiast sercówki mąż użył grubej opaski samozaciskowej, ale pokazałam to mocowanie, jako alternatywne rozwiązanie. Tymczasem mój kochany małżonek użył wspomnianej opaski, ponieważ takiego samego sposobu użył do naciągnięcia stalowej linki pod siatkę dla kotów. Chodzi po prostu o to, żeby zaczepiając opaskę o opaskę, przedłużyć ją celem zwiększenia możliwości naciągu. Więcej na temat tej techniki znajduje się tutaj.


Trudno było znaleźć sople z ilością 200 punktów świetlnych, aby ich długość odpowiadała długości balkonu. Kupiłam zatem lampki 8m  i skróciłam odległości między poszczególnymi zwisami, za pomocą opasek samozaciskowych.




Tym sposobem lampki się „zagęściły” i dopasowały do wnęki balkonowej. Sople zostały zamontowane za pomocą małych opasek samozaciskowych. 



Umieszczenie lampek na wewnętrznych, białych ścianach balkonu potęguje ich jasność. Tym samym balkon wyłania się jasnym blaskiem spośród przyćmionej zimową aurą elewacji.







Powyższa konstrukcja przeszła pomyślnie pierwsze próby wytrzymałościowe i skutecznie opiera się  szalejącym obecnie w naszym kraju silnym podmuchom wiatru. Jak dotąd żaden z kwiatów nie wymagał poprawek.


Dodatkową zaletą jest stworzenie wrażenia przestrzeni w i tak małym salonie, wydłużając go optycznie o głębokość balkonu.




Być może, niektórzy z Was zauważyli zmiany na balkonie. W tym roku przeszedł remont, przy okazji docieplania budynku. Relację z remontu oraz małej metamorfozy umieszczę we wiosennym poście, ponieważ balkon wymaga jeszcze naprawy reklamacyjnej (pękające tynki na łączeniach ścian).  Mam już w  głowie kilka pomysłów na stworzenie w tym miejscu przyjemnego azylu i praktycznego balkonu w nieco odmiennej kolorystyce niż dotychczas – bardziej ujednoliconej. Już teraz serdecznie zapraszam do zaglądania.

Gwiazda Betlejemska - też biała
Podobnie, jak w poprzednich latach, użyłam leśnego mchu do wyłożenia dużej donicy na balkonie. Takie rozwiązanie ma dwie podstawowe zalety: chroni rośliny przed przemarzaniem i wprowadza estetyczny wygląd w donicy, której zawartość w okresie zimowym jest mało atrakcyjna.  Wykorzystałam także puste korytka na parapetach, aby urozmaicić wygląd balkonu na nadchodzące święta Bożego Narodzenia.  W tym roku wymyśliłam sobie także białe kwiaty Gwiazdy Betlejemskiej. Z uwagi na porę roku możliwe było zastosowanie jedynie sztucznych kwiatów, ale udało mi się znaleźć kwiaty bardzo zbliżone wyglądem do naturalnych. 

Puste korytka z wypełnieniem stworzonym w poście   uzbroiłam w trzy kawałki drutu w zielonej izolacji (do kupienia w dziale z ogrodzeniami w hipermarkecie budowlanym).  


Druty stały się podstawą do łodyg dla kwiatów.  Aby były odporne na silne podmuchy wiatru, wnętrze korytka z drutami wypełniłam pogniecionym papierem (mogą być gazety).


Przyszedł czas na ukrycie wypełnienia zielonym mchem.  Nieregularne  pagórki nadały trójwymiarowości. 


Należało jeszcze zamocować sztuczne kwiaty. Końcówki drutu zagięłam i na tak przygotowany drut nasadziłam kwiaty. 


Na wszelki wypadek można owinąć łączenie dodatkowo taśmą klejącą.  Jako, że drut jest elastyczny, możemy dowolnie formować gwiazdę Betlejemską. Aby kwiaty nie wyglądały tak, jak gdyby unosiły się na korytkami, przestrzeń między mchem a kwiatami wypełniłam gałązkami jałowca.




Jeden z "Trzech Króli"
W tym roku nasz Krzysiu po raz pierwszy wziął udział w jasełkach. Przypadła mu zaszczytna rola jednego z Trzech Króla - Kacpra. Początkowo miała to być niespodzianka, ale podczas jednego z wieczornych paciorków Krzysiu powiedział, że chce powiedzieć dzisiaj nowy paciorek, który brzmiał tak:
"Gwiazda, która mnie do Ciebie prosto prowadziła
Złoto w darze Ci przynoszę Dzicineczko miła..."
Szybko sprawdziliśmy te słowa w internecie i... aha! Potwierdziły się nasze przypuszczenia. Była to kwestia Króla Kacpra :)
Tak oto wydało się, że w przedszkolu trwały intensywne przygotowania do jasełek. O częstych próbach świadczył brokat za uszami Krzysia (od noszenia korony:).
Jak donoszą źródła król Kacper reprezentował kraje Europy, zatem strój musiał nawiązywać do ubioru tamtejszych królów. Pomyślałam zatem, że odpowiedni będzie żupan, czyli rodzaj sutanny oraz ozdobny kołnierz z futerkiem. Za bazę stroju posłużył mi zielony gorset z orientalnymi zdobieniami kupiony kiedyś w secondhand'zie. Krzysiu przymierzył najpierw gorset...


Potem wystarczyło obciąć nadmiar materiału i wszystko zeszyć.


Ozdobne wykończenie gorsetu zaoszczędziło mi sporo pracy.


Brakującą tkaninę uzupełniłam podobnym kawałkiem materiału i wszyłam zamek, aby strój swobodnie zakładać przez głowę.


Całości dopełnił królewski kołnierz z futerkiem połączony wysadzaną kamieniami starą bransoletką (jedną stronę przyszyłam na stałe, a drugą zakończyłam pętelką i przyszyłam guzik). Kołnierz powstał z mikołajowej kurteczki, również kupionej w secondhand'zie. Była na tyle duża, że z reszty materiału udało się uszyć mikołajową czapkę na potrzebę przedstawienia:)


A oto król Kacper w pełnej krasie :)


"...złoto w darze Ci przyniosłem, Dziecineczko miła..."








Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia życzę 
Wam - odwiedzającym Stara Winiarnię, prawdziwych cudów:
- cudów narodzin
- cudów pojednania
- cudów miłości
- cudów spokoju
- cudów zdrowia
oraz 
cudów Wiary...


Kasia
Stara Winiarnia