poniedziałek, 31 grudnia 2012

Świąteczne na-STROJE

Na wstępie chciałabym Was gorąco przeprosić, że nie zdążyłam ze złożeniem Wam wszystkich życzeń świątecznych. Nie mniej, mam nadzieję, że Święta minęły Wam w spokojnej i ciepłej atmosferze, wypełniając Was mocą fantastycznych wspomnień ze wspólnie spędzonych chwil.


W tym roku wreszcie udało nam się przystroić odświętnie mieszkanie. Oto kilka migawek z przygotowań i ich efektów.

Niektóre z bombek przeszły szybki lifting, tj. lakier biały zakupiony w Obi (19zł, 400ml) i kilkuletnie, zapomniane i często nadszarpnięte zębem czasu bombki zyskały nowa szatę. Wystarczyło zmyć z nich łuszczący się kolor pod zimną wodą, lub nieco oporniejsze fragmenty zdrapać paznokciem. Drobne resztki, których nie mogłam zdrapać bez trudu usunęłam wacikiem nasączonym zmywaczem do paznokci (bezacetonowym). Tak przygotowaną, srebrną bombkę pomalowałam matowym, białym lakierem w sprayu (3 warstwy) i przyozdobiłam czerwoną kokardką w kropki.


Wianek też ubrał się odświętnie. Tworząc go, zakładałam, ze będzie na każdą okazję. Dlatego jego szatę mogę zmieniać w dowolny sposób. Wewnątrz może zawisnąć serduszko, bombka, lub wydmuszka :) Tym razem, przyszedł czas na małe bombeczki. dowolny sposób. Wstążka nie jest przymocowana na stałe, a jedynie za pomocą szpilki :)




Zielony Azyl przeszedł kolejna metamorfozę. Wreszcie udało mi się zrealizować zeszłoroczne założenie i udekorować balustradę prawie-prawdziwie-świerkową girlandą:) Użyłam dwóch girland. Jedna była kupiona w Carefourze (2,5m; 21,99zł), a druga ze wstążeczkami i szyszkami w Obi (2,70m; 12,90zł).


Dużą zmianą jest mata trzcinowa (Leroy Merlin, 1x5m, 29zł). Powiem teraz, dla wielu, rzecz straszną, ale mata "made in china" wyglądała lepiej niż ta produkowana w Polsce. Wiem, wiem. Zamiast promować polskie produkty pozwalam sobie na wychwalanie produktu chińskiego. W sklepie stały obok siebie dwa opakowania: mata polska i mata chińska. Ta pierwsza, nie dość, że blisko o 100% droższa wydawała się mieć szary odcień  i składała się z bardziej "trawiastych" tj. "włochatych" patyków, a chińska miała dużo sztywniejsze i bardziej wyraziste patyki, ale o dużo żywszym kolorze. Wprawdzie na stronie sklepu podana jest informacja, że obie maty dają 50-60% zacienienia, to jednak chińska, moim zdaniem, daje mniejsze to zacienienie (po prostu bardziej prześwituje, na pewno za sprawą tego, że wyraźniejsze są pojedyncze patyki). Mata ociepliła trochę tę przestrzeń, a dzięki niej girlanda-prawie-świerkowa prezentuję się znacznie lepiej.



Dodałam tez kilka kokardek tu i tam i gotowe.


Puste skrzynki na oknach wypełnił zielony mech. Narzuciłam na niego kolorową girlandę i dołożyłam bombki po liftingu ;) Prosty i szybki sposób na dekorację. Jedyne co trzeba zrobić, to wybrać się na spacer po lesie:)


Zeszłorocznym strzałem w 10-tkę okazały się lampki choinkowe "sople" powieszone dla odmiany na karniszu. Dają tak fantastycznie ciepłe światło, że oprócz lampek na choince nie trzeba nam niczego więcej :) Zazwyczaj takie lampki wiesza się na balkonach, ale ze względów praktycznych i ekonomicznych (tańsze lampki wewnętrzne), to rozwiązanie okazało się lepsze i bardzie efektowne.



Także krzesła zyskały nowy strój, który nadał salonikowi iście świąteczny nastrój. Wystarczył tylko podłużny pasek białego prześcieradła obszyty na brzegach oraz kawałek czerwonej wstążki.



Całkiem niedawno mąż wyznał, że zapach pomarańczy w domu nieodłącznie kojarzy mu się ze świętami. Pomyślałam, że zrobię mu niespodziankę i przygotuję dekoracje z suszonych pomarańczy, abyśmy mogli rozkoszować się ich zapachem przez całe święta. Posłużyłam się przepisem z internetu, który mówił:
- pokroić pomarańczę w cienkie plastry
- wyłożyć blachę papierem do pieczenia
- rozłożyć pokrojone plasterki na blasze
- piec 2 godziny w temp. 180'C
Dodam tylko, że zapach pomarańczy unosił się jedynie podczas suszenia, więc nie obiecujcie sobie zbyt wiele :)



Ususzone pomarańcze pojawiły się zatem licznie w wielu punktach domu :)
Na drzwiach zawisła zmodernizowana, świąteczna zawieszka. Dodałam do niej tylko czerwona tasiemkę, na której zamocowałam za pomocą szpilek plasterki pomarańczy.


Przepraszam Was za ten dogorywający szczypiorek :)


Również Krzysiu zaangażował się w przygotowania do Świąt. Z zapałem stroił piernikowe ludziki a to wszystko za sprawą gotowego zestawu kupionego w Biedronce za ok. 8zł. Zestaw zawiera pierniczki oraz 3 brokatowe, jadalne pisaki w różnych kolorach.





Odnowiony niedawno lampion ożywił wianek z szyszek, który podpatrzyłam na hiszpańskim blogu De Todo Un Poco. Niezwykle prosty i efektowny pomysł na ozdobę świąteczną :)


I tak dobrnęliśmy do końca roku 2012...

Kochani, wszyscy, którzy tutaj zaglądacie, pragnę Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia, aby ten  Nowy Rok był dla nas o niebiosa lepszy od tego co prognozują specjaliści. Oby wielkim łukiem ominął nas "wielki kryzys". Życzę Wam, abyście nie musieli się troszczyć groźbą utraty pracy lub pogorszenia zarobków. Cieszcie się dobrym zdrowiem i niech kolejny rok obfituje we wspaniałe doświadczenia i niezapomniane chwile. 

Tego wszystkiego życzy Wam Stara Winiarnia

Całuję Was gorąco i zobaczenia w Nowym 2013 roku!

piątek, 14 grudnia 2012

Adwentu czas..., czyli lampiony, kalendarz i gwiazda betlejemska

Dzisiaj będzie post łączony, czyli wszystkiego po trochu. Będzie trochę o lampionie adwentowym, o adwentowym kalendarzu, o gwieździe betlejemskiej z bibuły, o metamorfozie innego lampionu i pojawi się migawka z zaśnieżonego Zielonego Azylu.

Po roku pełnym zawirowań, radości, nowych doświadczeń, wspaniałych przygód, czasem smutków i zabiegania, nadszedł wreszcie czas radosnego oczekiwania. Temu oczekiwaniu poddaliśmy się i my. Obok najważniejszego, czyli przygotowań duchowych, z niecierpliwością wyczekujemy czasu strojenia choinki, aby nasz Krzysiu mógł po raz pierwszy samodzielnie zawiesić bombki i opleść ją łańcuchem z pomocą taty :) Tęsknimy za świąteczną atmosferą, która sprawia, że stajemy się jakby lepsi. Uwielbiamy wieszać lampki, stroić swoje domy, kupować prezenty i robić całe mnóstwo innych rzeczy związanych z przygotowaniami przedświątecznymi. Jesteśmy bardziej uprzejmi w pracy i w domu, częściej niż zazwyczaj życzymy, nawet obcym sobie ludziom, mnóstwa szczęścia i radości.
Z przyjemnością przeglądam Wasze blogi i z przerażeniem stwierdzam, że moje przygotowania do świąt są jeszcze daleko w polu! Pokazujecie cudne stroiki, małe choineczki, ozdoby stołu, własnoręcznie uszyte mikołajowe buty, słodkie aniołki, uroczo przystrojone kominki, zawieszane w oknach cudowne bombeczki. Mogłabym nieustannie wznosić "ochy" i "achy" na te piękne widoki. A u mnie, co? No własnie, rzecz w tym, że nic. Postanowiłam sobie zatem, że muszę błyskawicznie nadrobić zaległości. Uff, zdążyłam jeszcze przed końcem adwentu :)

Roraty

Na miesiąc przed adwentem, koleżanka poprosiła mnie o zrobienie lampionu adwentowego dla jej syna. Założenie było takie: zbudować lampion w kształcie domku (tu zgodnie stwierdziłyśmy, że styl wiejskiej chatki będzie najlepszy) w taki sposób, żeby koleżanka wraz synem, a właściwie syn z mamą (w tej kolejności :) mogli samodzielnie go złożyć, mając przy tym sporo frajdy. Zgodziłam się z wielka ochotą, ponieważ zainspirowała mnie do kolejnego projektu i nadała mi nowa "misję". Ponieważ uwielbiam takie wyzwania, zrobiłam szybki szkic, który jak to zwykle bywa w moim przypadku, przeleżał kolejne 3 tygodnie. Nie żeby leżał bezczynnie. Nic z tych rzeczy. Co kilka dni dorysowywałam kolejne "natchnione" elementy:)  Na wstępie powiem, że ten lampion nie powstał by bez pomocy kilku osób, które udostępniły materiały i podsunęły kilka pomysłów. Przełomowym, okazał się pomysł mojego męża, który zasugerował, żeby domek zrobić z pudełka po Happy Meal'u z McDonalds'a . Udaliśmy się zatem do galerii handlowej, celem nabycia wspomnianego zestawu, ale wyjątkowo nie mieliśmy tego dnia ochoty na fast food. Wśród konsumujących osób dostrzegliśmy pana z dwiema córkami, który zakupił dziewczynkom 2 zestawy Happy Meal. Zapytałam grzecznie pana, czy zgodziłby się odstąpić jedno z pudełek, na co, z lekkim zdziwieniem, zgodził się bez problemu i tym sposobem, był pierwszą osobą, która przyczyniała się do powstania lampionu :)
Potem to już było typowe zbieractwo: biała bibuła i kawałek dywanu od koleżanki, która zleciła "budowę" lampionu, a która zdobyła dywan od swojej sąsiadki; lustrzana folia od kolegi; kawałek kamiennej mozaiki  i płyta pilśniowa od kolegi Janusza; okleina drewnopodobna od moich rodziców; wycięcie "podłogi" pod wymiar przez kolegę Kubę, elektryka do domku wykonana przez mojego męża.
Gdy wszystkie elementy były gotowe, przystąpiłam do pracy.

Na początku konieczne było zamontowanie podłogi, za którą posłużyła płyta pilśniowa. Odrysowałam dno domku i dodałam progi po obu stronach, na których miały spocząć kamiennie schodki (z podarowanej mozaiki).




W pudełku wycięłam stosowne otwory na wystające progi i wyłożyłam płytą dno domku, która usztywniła całą konstrukcję i stanowiła jednocześnie podstawę do założenia "elektryki".
Zaletą pudełka po Happy Meal'u jest niewątpliwie fakt, że posiada ono uchwyt. Dodałam jedynie kawałek brystolu, celem dodatkowego usztywnienia i wzmocnienia istniejących uchwytów, po czym posmarowałam Vicolem i uwinęłam dodatkowo sznurkiem.



 Następnym krokiem było wykonanie dachu. Pierwotnie miałam kilka pomysłów: dach z maty trzcinowej, dach z podkładki bambusowej, dach z drewnianych patyczków do lodów pomalowanych bejcą (tylko z braku dostępu do patyczków wykluczyłam takie rozwiązanie). Ostatecznie stanęło na dachu imitującym gęstą strzechę, a mianowicie z kawałku dywanu. Wycięte na wymiar kawałki dywanu przykleiłam do dociętego kartonu za pomocą Vicolu (jak zwykle:). Wcześniej, zabezpieczyłam brzegi kartonu okleiną drewnopodobną.




Wnętrze domku wykleiłam lustrzaną folią samoprzylepną, aby wnętrze domku rozpraszało promienie lampki na wszystkie możliwe strony.


Po wyklejeniu wnętrza, zamocowaniu podłogi i ozdobieniu uchwytów, domek prezentował się już tak:


Przyszła kolej na "otwarcie" domku, czyli wycięcie otworów na okna i drzwi. Te wejściowe były pojedyncze, a "tarasowe" były podwójne. Okleiłam je okleiną drewnopodobną.




Chcąc nadać domkowi uroku, pomyślałam o dodaniu lampek zewnętrznych typu sople. Wyprowadzenie instalacji elektrycznej na zewnątrz było raczej karkołomnym zadaniem, więc po prostu ponakłuwałam ścianki gruba igłą tuż pod dachem.



Drzwi wyposażyłam w dużą klamkę, którą udałoby się chwycić także w rękawiczkach, a otwarcie drzwi będzie konieczne, żeby włączyć lampion, lub żeby użyć drzwi tarasowych celem wymiany baterii. 
Podzieliłabym się z Wami szczegółami instalacji elektrycznej, ale mąż ogłosił "ochronę praw autorskich" i mogę Wam pokazać jedynie malutkie szczególiki :)



Widać też dokładnie, jak wygląda próg, na którym zostanie zamontowany kamienny schodek.






Przyszedł czas na detale. Trudno, żeby domek wciąż widniał pod szyldem McDonald's, więc konieczne było wykonanie elewacji w systemie modułowym. Z kolorowego brystolu wycięłam pod wymiar pojedyncze ściany i odrysowałam istniejące już takie otwory, jak drzwi i okna. Konieczne było także ponakłuwanie nowych ścian pod lampki - sople :) Otwory w oryginalnym pudełku nieco powiększyłam, na wypadek gdyby  te na ścianach elewacyjnych nie pokrywały się idealnie.  Za pomocą masy akrylowej wykonałam podmurówkę i obwódki wokół drzwi i okien. Zanim masa wyschła narysowałam na niej poszczególne kamienie ostrym zakończeniem patyczka do szaszłyków. Na koniec wyrysowane szczeliny zamalowałam lekko zmoczonym pędzelkiem w szarej plakatówce. 


Pomyślałam także o doniczkach z roślinnością. Jasny brystol docięłam pod wymiar każdego okna i dodałam wypustki, które po przejściu przez elewacje, można by podkleić od wewnętrznej strony domku.




Każdej doniczce odpowiadały stosowne nacięcia na pudełku.









Za roślinność posłużyły mi 2 paski z wycinanek. Wzdłuż jednego z dłuższych boków zrobiłam zagięcie, które zostanie posmarowane klejem i roślinność zostanie wklejona do doniczki.


Natomiast na drugim boku wycięłam nieregularną falę (najlepiej, jeśli dwa kolory nie zachodzą na siebie idealnie).

Z tej samej strony ponacinałam, raz przy razie kolorową wycinankę, celem stworzenia imitacji trawy. Aby roślinność stała się bardziej trójwymiarowa, użyłam dwóch różnych odcieni zieleni. Na koniec skleiłam oba kolory i rozczochrałam "trawkę".


Pozostało jedynie wklejenie "trawki" do doniczki, ale już zadanie dla mamy i syna :)




W ten sposób powstały gotowe elementy, które wystarczyło połączyć ze sobą. Każdą ze stron elewacji popakowałam w osobne woreczki, żeby łatwiej było je dopasować.


Na koniec jeszcze "znak firmowy" i gotowe :)


Tak przygotowany lampion - domek został wręczony mamie i synowi. Z pewnego źródła wiem, że oboje byli bardzo zadowoleni i szczęśliwi, że mogli spędzić wspólnie czas na przygotowywaniu się do rorat.
Osobiście mam wielką satysfakcję, że mogłam przyczynić się do tego rodzinnego zadania i przedstawić Wam etapy powstawania tego tradycyjnego lampionu. Być może stanie się on inspiracją dla tych, którzy w przyszłym roku myślą poważnie o stworzeniu lampki własnymi silami.







Pragnęłam jeszcze zdążyć w tym roku z kalendarzem adwentowym, który zaczęłam tworzyć już w zeszłym roku. Niestety i w tym roku nie było dane mi skończyć. Nie mniej jednak uchylę Wam już rąbka tajemnicy i pokażę dotychczasowe efekty mojej pracy. Obiecuję z ręką na sercu, że za rok na pewno go skończę i pokażę, jak go wykonać :)


Jako, że obecny post to "wszystko w jednym", pokażę Wam jeszcze metamorfozę pewnego lampionu, który od dawna prosił się o zmianę koloru. W pierwszym etapie pomalowałam go szarą farbą akrylową, a później omiotłam pędzlem z białą farbą (również akrylową). Użyłam metody suchego pędzla, którą opisywałam tutaj.


Widoczna na zdjęciu biała Gwiazda Betlejeska, to moja nieśmiała próba stworzenia dekoracji bożonarodzeniowej, której szczegółowy tutorial znalazłam na stronie kwiaty z bibuły. Autorka bloga tworzy niesamowite kwiaty. Uprzedzam jednak, że jest to zadanie dla wytrwałych, bowiem stworzenie takiego kwiatu jest strasznie czasochłonne. Jednak efekt jest wart poświęcenia :)

Z całego serca życzę Wam radosnego oczekiwania na "pierwszą gwiazdkę"  i cudownych chwil spędzonych w gronie najbliższych na przygotowywaniu się do tych wspaniałych świąt, jakimi są święta Bożego Narodzenia.



Zielony Azyl okrył się białym puchem. Mimo wszystko lepiej się na niego patrzy z cieplutkiego pokoju :)