środa, 19 marca 2014

Zasady domu

Miało być o kuchni, ale w miedzy czasie zmieniła sie moja koncepcja. Właśnie pracuje nad jej realizacja a tym czasem zapraszam Was do lektury posta o naklejkach ściennych ;)
Kilka lat temu po raz pierwszy spotkałam się naklejkami ściennymi. Wówczas był to towar niemal luksusowy z uwagi na dość wysoką cenę, ale obecnie stał się tak niedużym wydatkiem, że każdy z nas może sobie na niego pozwolić. Wybór wzorów jest  przeogromny, głównie za sprawą sklepów internetowych oferujących tego typu produkty, jak i samego Allegro. Skorzystałam z tej drugiej opcji i pragnę się z Wami podzielić efektem tej drobnej metamorfozy przedpokoju.


Wielokrotnie patrzyłam na ten kawałek ściany i zachodziłam w głowę, co też można by tam umieścić. Był już pomysł wieszaka i jakiegoś obrazka, ale obie te rzeczy wiązały się z karkołomnym zadaniem wiercenia w cienkiej jak papier betonowej ścianie. Wszyscy Ci, którzy tego próbowali i przebili się na drugą stronę ściany tworząc co najmniej 5-centymetrowy wyłom, wiedzą o czym mówię ;)
Wówczas, przeglądając wzory naklejek ściennych natrafiłam na cytaty i sentencje. Pusta ściana jest wysoka i dość wąska. Zatem wskazane byłoby, żeby tekst również wpasował się pusta powierzchnię. Znalazłam zatem cytaty zaczynające się od słów: "W tym domu...".

Wydawałoby się, że wszystkie sklepy internetowe i Sprzedawcy na Allegro dysponują tą samą treścią wspomnianego wcześniej cytatu. Okazuje się jednak, że zdarzają się wyjątki i w całej masie cytatów "W tym domu..." są takie, które różnią się treścią opisującą domowników.
Najpowszechniejsze cytaty brzmią następująco:

[Najpopularniejszy]

W tym domu
Jesteśmy szczerzy
Przepraszamy
Dajemy drugą szansę
Miło spędzamy czas
Przytulamy się
Jesteśmy cierpliwi
Wybaczamy
Tworzymy wspomnienia
Kochamy


[Nieco rzadszy]

W tym domu
Otaczamy się wzajemnie ciepłem
Mówimy prawdę
Darzymy się zaufaniem
Mówimy przepraszam dziękuję
Bawimy się
Wybaczamy innym błędy i słabości
Wspólnie rozwiązujemy problemy
Kochamy

[Rzadko spotykany]

W tym domu
Mówimy prawdę
Naprawiamy błędy
Nie krzyczymy
Mówimy przepraszam
Dziękujemy za wszystko
Lubimy się bawić
Kiedy mamy okazję - tańczymy
Uśmiechamy się często
Jesteśmy cierpliwi
Wybaczamy
I kochamy się nade wszystko...

Trzeci z cytatów najbardziej pasował do naszej rodziny :) Uznałam zatem, że będzie najodpowiedniejszy. Naklejkę kupiłam na Allegro, u Sprzedawcy określającego się nickiem Miasto_Reklamy, ponieważ tylko u niego udało mi się znaleźć najlepiej pasujący do nas cytat. Naklejka posiada wymiary: 50 cm (szerokość) x 100 cm (wysokość). Jej cena wyniosła 24,99zł + koszty przesyłki (zaczynające się od 7zł). Wybrałam kolor brązowy, ale dostępna jest cała gama innych barw. Dostępne są również inne rozmiary (na ogół większe) oraz istnieje możliwość wyboru czcionki.

Do naklejki załączono stosowną instrukcję montażu wraz ze zdjęciami, z którą każdy bez trudu by sobie poradził.
Poniżej przedstawiam Wam fotorelację z montażu będącą także instrukcją dla tych, którzy woleliby jednak przyjrzeć się temu procesowi nieco bliżej ;) Na montaż naklejki trzeba sobie przeznaczyć co najmniej 2 godziny, najlepiej w dzień wolny od pracy, ponieważ ten zabieg wymaga cierpliwości ;)

Krok 1.
Ponieważ naklejka była zwinięta w rulon, po jej rozłożeniu pojawiło się mnóstwo fałd.


Zgodnie z instrukcją należy je "wygłaskać". Krótko mówiąc, chodzi o to aby za pomocą złożonej dwukrotnie kartki A4 lub gazety usunąć bąble powietrza. Najlepiej zrobić to na gładkiej powierzchni takiej, jak stół lub podłoga. Ważne jest, aby powstałe pod papierem transportującym bąble odprowadzić na zewnątrz popychając je za pomocą zgiętej kartki A4 lub gazety (najlepiej jak najkrótszą drogą w stronę krawędzi papieru).
Wygłaskany w ten sposób cytat jest gotowy do montażu.


Krok 2.
Teraz trzeba wyznaczyć miejsce na ścianie, gdzie znajdzie się cytat. Najlepiej zaznaczyć sobie takie miejsce po wcześniejszym wypośrodkowaniu i na odpowiedniej wysokości. Następnie odklejamy niewielki fragment papieru transportującego, zaczynąjąc od góry i zaginamy go. Może być znacznie węższy od tego na zdjęciu. Chodzi o to, aby móc na początku wypoziomować naklejkę i "zakotwiczyć" jej początek na ścianie. Z uwagi na dość duży ciężar całego cytatu wraz ze wszystkimi papierami, możemy sobie pomóc żółtą taśmą malarską (nie uszkodzi nam ściany podczas odklejania i pomoże dodatkowo zabezpieczyć cytat przed jego osunięciem lub odklejeniem od ściany, bo przecież tak mozolnie go poziomowaliśmy ;). 




Krok 3.
Zabieramy się za głaskanie przyklejonej części. Przy pomocy gazety staramy się jakby docisnąć (zwłaszcza) literki do ściany.



Cytat jest gotowy do dalszego montażu.


W miejscach gdzie nie ma liter, czyli między wersami możemy sobie pozwolić na szybsze usuwanie papieru spod spodu, pamiętając aby odklejać go równomiernie przy użyciu obu rąk, równolegle do szczytowej krawędzi.




Krok 4.
Przechodzimy teraz do najtrudniejszego etapu - odklejania papieru transportującego. Podstawowa zasada odklejania papieru to trzymanie go jak najbliżej ściany (równolegle do ściany z jednoczesnym dociskaniem) z ruchami ku dołowi.


Zaczynamy od jednego rogu. Od razu widać, z czym będziemy mieli największy problem ;) Nawet na zdjęciu widać, że literka przy samym papierze transportującym chce się odkleić razem z nim, zupełnie jakby nowe miejsce (w tym przypadku ściana) niezbyt jej się podobało.


Trzeba sobie pomagać drugą ręką. Gdy literka chce się odkleić trzeba chwycić (choćby paznokciem) szczyt literki, delikatnie odklejając drugą ręką papier transportujący. Jeśli literka odchodzi razem z papierem od samego początku, trzeba wrócić z powrotem (przykleić ponownie do ściany, chwycić szczyt literki przez papier transportujący, przytrzymać  a druga ręka spróbować ponownie usunąć papier spod palca).


Najtrudniej jest zacząć. Potem z każdym wersem nabieramy większej wprawy. Pamiętajmy, aby szczególną ostrożność zachować, czy kropkach, przecinkach i kreskach nad ś,ń,ć oraz ogonkach przy ą, ę, itd.


I tak aż do ostatniego wersu... A efekt? Sami popatrzcie :)



Aktualizacja 
Koleżanka Karola, autorka blogów Ręką, nogą i psią łapą oraz Nie tylko na ma duże doświadczenie z naklejkami wszelkiej maści, w tym także z naklejkami ściennymi. Pod niniejszym postem zamieściła komentarz, w którym zawarła bardzo cenne wskazówki dotyczące ich montażu. Pomyślałam, że zamieszczenie wspomnianego komentarza w tym miejscu będzie pomocne dla tych, którzy planują ten rodzaj dekoracji.

"Na przyszłość podczas odklejania transportu wspomóż się suszarką do włosów. Klej lepiej zwiąże się z nowym podłożem :) Ewentualnie szukaj sprzedawców którzy oferują naklejki na foli transportowej z podkładem a nie na papierze (te z folią są droższe, ale aplikacja takiej dużej naklejki jak Twoja nie powinna zając laikowi wtedy więcej jak 15 minut)"

Wybór tekstu był uzasadniony potrzebami edukacyjnymi i moralnymi dla naszego małego Krzysia. Nie bez powodu wybrałam tekst, w którym mowa o tym, że należy przepraszać i dziękować za wszystko, że należy mówić prawdę i naprawiać popełnione błędy. Kiedy Krzyś zacznie naukę pisania i czytania, nasz cytat z pewnością będzie dla niego dobrym ćwiczeniem :) 
Już teraz bezbłędnie potrafi wskazać wszystkie literki "o" ;)

Zatem, jeśli chcecie coś zmienić w swoim mieszkaniu niewielkim kosztem, polecam naklejki ścienne. Przy okazji popracujecie trochę nad własną cierpliwością;)

Wszystkim życzę udanego weekendu i do zobaczenia!
Stara Winiarnia





niedziela, 2 marca 2014

Jak zrobić karnawałowy stój strażaka?

Witam po długiej nieobecności. Z nowymi silami i pomysłami wracam na łamy Starej Winiarni, aby dzielić się z Wami tym, co ponownie przyjdzie mi do głowy :) Wiem, że karnawał właśnie się zakończył, ale może poniższe wskazówki zainspirują kilku zdeterminowanych rodziców do działania w przyszłym roku.
Na początku grudnia zapytałam naszego syna, za kogo chciałby się przebrać na bal karnawałowy. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, bez chwili zastanowienia odpowiedział, że chciałby być strażakiem. Od tamtego dnia temat strażaka nie schodził z "wokandy". Zaczęły się usilne prośby, aby puszczać mu filmy z akcji gaszenia pożarów i ogólnie Krzysiu poczuł w sobie misję do bycia strażakiem. Jako Krzysiowa mama postawiłam sobie za punkt honoru uszyć mu stosowny strój. Założenie było takie: mieszkamy w Polsce, więc uniform musi jak najbardziej przypominać strój polskiego strażaka (żadnych stylizacji na wzór amerykański, itp.).

Kask
Po moich mizernych próbach skonstruowania kasku poddałam się i poszukałam takowego na Tablica.pl. Udało mi się znaleźć fantastyczny, idealny, ale przede wszystkich fachowy kask. Używany, kosztował 25zł. Później udało mi się znaleźć ten sam kask w kilku sklepach internetowych. Producentem jest niemiecka firma Klein, która specjalizuje się w produkcji zabawek dla dzieci (tutaj link do strony producenta). 
Hełm występuje w 4 kolorach: 
- żółtym (oznaczony kodem producenta 8927), 
- czerwonym (8918), 
- srebrnym (8924)
- fluorescencyjnym, czyli bladożółtym (8944). 
Występuje też w większych zestawach: 7-elementowym z gaśnicą, megafonem, telefonem, rękawicami i łomem i jeszcze jednym, bliżej nieokreślonym przedmiotem (8928) i drugi wzbogacony o pistolet na wodę ze zbiornikiem na plecy i toporek. 

Tak naprawdę kask był osiągalny tylko w jednym sklepie, tutaj (w reszcie jako produkt niedostępny) w cenach zależnych od koloru 59,99 - 78,99. Zestawy były w cenach, odpowiednio 127zl i 195zł i były osiągalne również na Allegro.

Teraz parę słów o samym kasku. Wygląda bardzo realistycznie zarówno pod względem kształtu, jak i jakości wykonania. Kark zakrywa czarna pelerynka, a wewnątrz kasku znajduje się stosowna regulacja pozwalająca na dopasowanie hełmu do różnego wieku i obwodu głowy dziecka. Po brodą znajdują się 2 paski łączone za pomocą rzepa, żeby kask dobrze się trzymał. Ponadto zabawka jest wyprodukowana "na licencji renomowanej firmy MSA, produkującej profesjonalny sprzęt m.in do ochrony głowy". Jednak najfajniejszym elementem hełmu jest opuszczana szybka! Początkowo bałam się, że Krzysiu będzie czuł się niekomfortowo z zamkniętą szybką, ale nic bardziej mylnego - zamykał szybkę po czym dodawał od razu: "Idę gasić pożar"...:) Był nim zachwycony! Z tego co napisała mi mama poprzedniego właściciela kasku wynikało, że jej syn również uwielbiał ten kask do tego stopnia, że nawet się w nim kąpał (pozdrawiam panią Martynę).








Strój
Obecnie, nasz Krzysiu nosi rozmiar 92/98. Zatem do uszycia stroju niezbędne były:
- czarny materiał o wymiarze ok. 150x170cm (kupiłam na Allegro czarną, mięsistą satynę w cenie 11zł + 7zł przesyłka; po uszyciu stroju pozostał mi skrawek o wymiarach 50x50cm)
- wstążka żółta o szerokości 38mm (3m)
- wstążka biała lub jasnoszara o szerokości 38mm (3m)
- pianka w arkuszach A4 (do kupienia w Empiku lub dobrze wyposażonej księgarni; do kupienia jako pojedynczy arkusz lub pakowane po 3 arkusze i więcej w różnych kolorach - 4,99zł Empik za 3 szt.)


- czarny cienkopis niezmywalny
- czarny gruby flamaster niezmywalny
- zamek błyskawiczny rozdzielny 45cm (czarny)
- rzep czarny
- drukarka
- nożyczki
- mydełko
- rozpinana koszula i spodenki na wzór
- gumka (zwana również "gaciową")
- gazeta

Na samym początku zabrałam się do wykonania wykroju. Dodam, że robiłam to po raz pierwszy w życiu i złamałam przy tym pewnie ze 100 krawieckich zasad, ale ostatecznie strój pasował na Krzysia.
Za wzór posłużyła mi Krzysiowa rozpinana koszula i dość szerokie spodnie. Wykrój tworzyłam na złożonej gazecie, żeby po jej rozłożeniu uzyskać równe proporcje.



Następnie odrysowałam wykrój za pomocą mydełka na czarnej satynie, zostawiając trochę materiału na zakład. Tworzenie wykroju było niczym w porównaniu ze złożeniem wszystkich elementów w całość i zeszycie ich na maszynie. Przyznam, że sporo się nad tym nagłowiłam, jaką przyjąć kolejność szycia. Zanim jednak przystąpiłam do zszywania, konieczne było przyszycie białej i żółtej wstążki.


Wcześniej gruntownie przestudiowałam zdjęcia polskich strażaków. Przede wszystkim zwracałam uwagę na rozmieszczenie wspomnianych wcześniej pasków (biały pasek zawsze na górze, a pod nim żółty). Konieczne było przyszycie pasków z przodu i z tyłu w dwóch rzędach oraz na rękawach i nogawkach.



Napisy
Zastanawiając się nad stworzeniem napisu "straż" i "strażak" od razu przyszła mi na myśl pianka w arkuszach. Bardzo wdzięczny materiał do szycia i wycinania. Występuje w różnych kolorach, więc o kolor żółty nie było trudno. Na początku pomyślałam, że wydrukuję napis a następnie za pomocą kalki przeniosę na piankę. Niestety pianka okazała się oporna na działanie kalki, więc musiałam wymyślić coś innego. Wycięłam zatem litery i gotowy szablon przyłożyłam do pianki. Następnie za pomocą grubego, wodoodpornego pisaka zaczęłam zaznaczać kontury liter (rysując drobne kreski raz przy razie, zaczynając od zewnątrz i kierując kreski do środka wyciętych liter). 




Należy pamiętać, aby przesuwając szablon nie rozmazać utworzonych dopiero co konturów (pianka potrzebuje chwili, żeby wchłonąć tusz z pisaka). Cienkopisem poprawiłam kontury, a litery wypełniłam grubym flamastrem. 
Starałam się znaleźć podobną czcionkę do tej, która stosowana jest na strażackich mundurach. Zastosowałam czcionkę o nazwie "Franklin Gothic Demi Cond" (OpenOffice 3.3). Napis "strażak" na plecach był wielkości 210, a napis "straż" z przodu wielkości 130. Jedynie litera "ż" wymagała małej modyfikacji (kreska zamiast kropki; wystarczyło dorysować kreskę). 


Napisy przyszyłam na etapie wszywania wstążek: żółtej i białej.



Dopiero teraz mogłam zacząć zszywać wszystko w całość. Zaczęłam od ramion, a następnie przyszyłam rękawy. Jako kolejne, zszyłam rękawy wzdłuż, a potem boczki. 



Z przodu, na środku pozostawiłam miejsce na napę, która zakrywała zamek błyskawiczny i rzepy. Ostatnim elementem była stójka. Może nie wyszła idealnie, ale jak na pierwszy raz może być ;)

Gaśnica
Założenie było takie, żeby gaśnica mogła być zakładana na plecy jak plecak. Pomysł był, ale początkowe, negatywne nastawienie Krzysia podcięło mi skrzydła. Została więc zwykła mała gaśnica. Do jej skonstruowania posłużyła jedynie plastikowa butelka po Coli z Biedronki (0,5l) i rozpylacz od starego, niedziałającego już spryskiwacza. Wystarczyło pomalować ją farbą w sprayu (niestety nie miałam czerwonej, a jedynie białą).


Ta na zdjęciu jest już mocno zdezelowana, ponieważ Krzysiu widział konieczność zutylizowania butelki w odpowiednim pojemniku zgodnie z ustawą śmieciową ;) Spokojnie można by użyć rozpylacza od płynu do szyb. Problem będzie jedynie ze średnica gwintu. Zapewne będzie mniejszy niż średnica otworu butelki, więc można połączyć obie rzeczy za pomocą taśmy izolacyjnej lub innej. Zresztą puste opakowanie po płynie do szyb również z powodzeniem można by zaadaptować na gaśnicę dla małego strażaka. 

Reakcja Krzysia
Pierwszym elementem stroju, jaki dostał Krzysiu był kask. Dzięki pomocy mamy chrzestnej pokonał ponad 300km, żeby dotrzeć do małego strażaka (dzięki Madziu ;). Wcześniej za kask służyła mu papierowa konstrukcja, która z powodzeniem pozwalała Krzysiowi wczuć się w rolę ;)   


Jednak jej prowizoryczny charakter zaważył na decyzji o kupnie "prawdziwego" kasku. Gdy tylko dotarła przesyłka Krzysiu natychmiast zasunął szybkę i powiedział: "Jadę do pożaru. Jadę gasić pożar!" Sądziłam, że z porównywalnym entuzjazmem zareaguje na resztę stroju, nad którym mama siedziała całe 3 dni. Niestety... W dzień, w który miał się odbyć bal karnawałowy w przedszkolu Krzysiu zastrajkował. Na widok stroju strażaka płakał wniebogłosy i powtarzał: "Ja nie chcę być strażakiem!". Na nic zdały się prośby i tłumaczenia, że inne dzieci też będą miały przebrania. W takiej atmosferze dotarliśmy do przedszkola, ale Krzysiu nadal uparcie odmawiał założenia stroju. Cały dzień w pracy chodziłam jak struta i zamartwiałam się tym, że tyle starań poszło na marne. Po pracy pojechaliśmy z mężem odebrać Krzysia z przedszkola. Jakie było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy go w pełnym rynsztunku strażaka! Panie opowiadały nam, jak wyglądał cały dzień. Z rana Krzysiu nie mógł się zdecydować: to zakładał, to znowu zdejmował strój, żeby potem znowu założyć i ponownie zdjąć. I tak do drugiego śniadania, ponieważ potem nie chciał już słyszeć o zdjęciu stroju. Nie chciał go zdjąć nawet do spania. Panie zanosiły się od śmiechu, gdy Krzysiu próbował wcisnąć kask po swój leżaczek, żeby tylko mieć go jak najbliżej siebie. Zasnął nie tylko w stroju strażaka, ale i z gaśnicą u boku!
To był przełom. Od tamtego dnia Krzysiu często domaga się swojego stroju, żeby także w domu gasić pożary;) Teraz jest wyposażony w prawdziwy strój strażaka, posiada porządny kask i przydatną gaśnicę :)





Pozdrawiam i zapraszam na kolejny post. Tym razem zaproszę Was do odmienionej kuchni :)

Stara Winiarnia