niedziela, 23 czerwca 2013

Post balkonowy

Tak, wiem. Strasznie długo już nie pisałam i uwierzcie mi, ciąży mi to bardzo na sercu. Jednak nie będę się tłumaczyć, że nie było czasu, że w domu dużo obowiązków, że pogoda, że plamy na słońcu, itd. Powiem tylko tyle: wreszcie LATO! Od dawna przygotowywałam tego posta, jak również 2 kolejne, bo jak sami wiecie, gdy człowiek zabiera się kilka rzeczy na raz, to później trudno skończyć choćby jedną. To zawsze było moim problemem, zarówno zanim zaczęłam pisać bloga, jak i teraz. Jednak dzięki Wam mam motywację do tego, żeby możliwie szybko doprowadzać wszystko do końca. Podobnie było ze zmianą nagłówka:) Pomyślałam, że czas już zmienić baner na nieco weselszy i bardziej letni.


Tegoroczna wiosna wyjątkowo się do nas nie spieszyła. Przyszła późno i w krótkim czasie starała się nadrobić zaległości. Przyznam szczerze, że czuję się w tym roku trochę oszukana przez przyrodę, jakby ktoś zabrał mi jedną porę roku i od razu kazał korzystać z lata.


Wiosna zafundowała nam przyśpieszony kurs budzenia się przyrody do życia i zamiast upajać się każdym rozwijającym się listkiem, wszystko wybuchło naraz i troszeczkę odebrało nam tę radość ze powolnego budzenia się wszystkiego do życia.


Maj dostarczył nam w tym roku sporą dawkę fajnej pogody, choć może nie tak wielką jak rok temu, ale i tak nie było co narzekać. Z tego powodu każdą wolną chwilę staraliśmy się spędzać na świeżym powietrzu. Skutkiem tych rowerowych wycieczek i niejednego, długo wyczekiwanego grilla było opóźnienie w inauguracji sezonu balkonowego.


W Zielonym Azylu długo nic się nie działo, nie tylko ze względu na przeciągającą się zimę, ale także na zwyczajny brak czasu. Wreszcie znalazłam go na tyle, żeby zakupić kilka kwiatów i zasadzić gladiole (mieczyki), które świetnie sprawdziły się w zeszłym roku, a których z nieznanych mi dzisiaj przyczyn nie pokazałam Wam w zeszłym roku w pełnych rozkwicie. W tym roku za pewno pokażę Wam, jak ślicznie ukwiecają naszą dużą donicę.


Na balkonie zagościła również piękna czerwona pelargonia, która jest prezentem do kolegi Józia, którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam :)


Niedawno obiecywałam metamorfozę, jaka miała mieć miejsce w Zielonym Azylu. Zastanawiam się teraz, czy „metamorfoza” to było właściwe słowo, czy aby nie za wielkie. Użyję zatem sformułowania „kosmetyczne poprawki” :)


Ponieważ zima była długa, moja ukochana mama miała dużo czasu, żeby rozwijać swoją nową pasję, jaką jest papierowa wiklina. Doszła w niej do takiej perfekcji, że bez najmniejszego problemu przygotowała fantastyczne osłonki na moje stare korytka do kwiatów. Przy tej okazji powiem może parę słów na temat wspomnianych korytek. Pierwotnie były koloru zielonego, a kupiłam je na jakiejś wyprzedaży w czasie, gdy nie miałam jeszcze żadnego pomysłu na to, jak urządzić balkon. Potem zrobiliśmy w ich dnie dziury, ale szybko tego żałowałam, bo na wyprzedaży nie było do nich podstawek, a ich regularna cena wciąż wydawała mi się za wysoka. Gdy już natchnęło mnie, jak będzie wyglądał balkon, zielone korytka miały się nijak do całości. Wpadłam więc na pomysł, że je przemaluję i do tego celu użyłam brązowej emalii, jaka pozostała nam po remoncie. Od teściowej dostałam stary lniany obrus, z którego uszyłam sukienkę na klamerki (podpatrzoną na Green Canoe;) a z reszty, jaka mi pozostała uszyłam ozdobne wykończenia do wspomnianych wcześniej korytek. Dno wypełniłam mocnymi reklamówkami, a do nich przyszyłam resztki lnianego obrusa. W tunel wpuściłam sizalowy sznurek i gotowe! Ta PROWIZORKA przetrwała dobre 3 lata. Niestety, jej wygląd mocno podupadł, więc konieczna była rewitalizacja.


Przyszedł czas, żeby zrobić to, jak należy. Wszystko zaczęło się od wiklinowych koszyków, które uplotła moja mama. Pierwotnie koszyki były białe.


W zestawie z gotowymi koszykami dostałam beżową farbę lateksową do ścian, którą musiałam wymalować wnętrze koszyków. Miała to być forma dodatkowego zabezpieczenia przed wilgocią, jak również sposób na usztywnienie całej konstrukcji.



 Z zewnątrz pomalowałam koszyki lakierobejcą Magnat (kolor: teakowy jaspis; koszt ok. 17zł). Konieczne było położenie 2 warstw, żeby kolor był intensywny.



Przyszedł czas na doprowadzenie starych korytek do ładu. Jak już wcześniej wspomniałam konieczne było wyłożenie ich folią, aby woda nie przedostawała się przez pośpiesznie zrobione w dnie otwory. Do tego celu użyłam czarnych worków na śmieci (jeśli dobrze pamiętam zapobiegawczo użyłam tych 60l). Po oderwaniu ich z rolki wyłożyłam workiem dno korytka i uformowałam folię pomagając sobie spinaczami, które utrwalały tymczasowo pożądany kształt. Nadmiar folii odcięłam nożyczkami.





Tym razem wymyśliłam sobie, że nowe "korytkowe wdzianko" będzie wykonane w taki sposób, aby ozdobny materiał wystający na zewnątrz był zdejmowany do prania. Sami widzieliście jak wyglądały stare korytka, więc tym razem chciałam uniknąć wszystkiego, co zwane jest szeroko "prowizorką" i wykonać fachowe łączenie czarnej folii i materiału. Oczywiście pierwszą myślą, jaka zaświtała mi w głowie był zamek błyskawiczny. Niby proste i funkcjonalne. Szybko okazało się jednak, że zamek o długości przeszło 1 metra, to dalece idące szaleństwo graniczące z dużym wydatkiem. Potem pomyślałam o guzikach, ale i ten pomysł wydawał się mało praktyczny. Wreszcie, ni stąd ni zowąd przyszło olśnienie - RZEP! To był strzał w 10-tkę. Łatwe do wykonania i niedrogie rozwiązanie okazało się najlepszym. Żeby jednak przyszyć rzepa konieczne było stworzenie solidnej podstawy na czarnej folii. Kupiłam zatem białą bawełnianą taśmę o szerokości 2cm. Złożyłam ją na pół wokół krawędzi ukształtowanej czarnej folii i zszyłam szerokim zygzakiem.


Następnie, do tak przygotowanej krawędzi folii, przyszyłam plastikową stronę rzepa (tą z haczykami). Rzep idealnie pasował szerokością, do złożonej wcześniej na pół bawełnianej taśmy.




Teraz pozostało jedynie uszyć, stosownej szerokości, materiałowy pasek, który miałby wystawać z korytka i zakończyć go ozdobną koronką. Dokładnie wymierzyłam i przyszyłam drugą stronę rzepa (tą miękką) do krawędzi pozbawionej koronki.



Podsumowując wyglądało to tak:

1. Wiklinowa osłonka


2. Osłonka + plastikowe korytko (z nieszczęsnymi otworami)


3. Osłonka + korytko + czarna folia z rzepem


4. Gotowe korytko na kwiaty (papierowa wiklina)


Moja mama tak się rozpędziła w tych wiklinowych robótkach, że dostałam także piękny, wiklinowy, biały wianek :)


Jak już wspomniałam na początku Zielony Azyl zyskał kilka poprawek kosmetycznych. Kolejną jest zmiana obicia mebli (ławeczki i krzeseł). Tym razem postawiłam na błękit. Brakowało mi przytulnych, ożywiających balkon kolorów. Materiał pochodził z grubej, mięsistej zasłony kupionej w secondhandzie za 3zł. Powłoczki na poduszki uszyłam z materiału na zasłony kupionego w Leroy Merlin (szer. 140cm; cena promocyjna: 19,90/mb; cena standardowa: 24,90/mb). Wzór urzekł mnie od razu a kompozycja kolorów wydawała mi się idealnie pasować do błękitnych obić.


Pomyślałam, że podniszczone doniczki wiszące na pergoli również wymagają odświeżenia. Także w tym przypadku postawiłam na kolor i pomalowałam je na jasno-niebiesko. Wciąż czegoś mi brakuje, więc planuję nanieść na doniczki delikatne słowa: "Home Sweet Home", za pomocą decoupage'u. Mam nadzieję, że uda mi się to zrobić szybko, żeby móc pokazać Wam efekt w następnym poście.


Od długiego czasu przymierzałam się do kupna wosku wybielającego do drewna. Postanowiłam wypróbować go na starej donicy mojej babci, która powoli niszczała. Żeby zahamować ten proces pomalowałam go najpierw lakierobejcą Magnat (kolor: teakowy jaspis, cena ok. 17zł) a następnie nałożyłam wspomniany wosk. Przyznam, że nakładanie wosku wymaga pewnej wprawy, ponieważ łatwo jest nałożyć w jednym miejscu mniej, a w drugim więcej. Różnicę jest dość trudno zniwelować, więc gdy ktoś robi to po raz pierwszy, radzę zachować umiar i profilaktycznie nakładać mniej niż więcej. Chciałam ożywić donicę jakimś ornamentem. Wzór wyszukałam w internecie i wykonałam szablon wg. tej samej metody użytej w metamorfozie tablicy korkowej. Przyznam, że nakładanie wzoru woskiem to prawdziwa przyjemność. Dzięki gęstej konsystencji nic się nie rozlewa i aplikujemy dokładnie taką ilość jaką chcemy. Dzięki tym wszystkim zabiegom donica zyskała odświeżony wygląd, ale co najważniejsze jest już zabezpieczona przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi i będzie cieszyła oko przez kolejne, długie lata. 






W Zielonym Azylu pojawił się nowy element. Kwietnik, który wygrałam na festynie parafialnym. Los kosztował jedynie 3,50zł, ale było warto ;) Początkowo chciałam go przemalować na biało, ale doszłam do wniosku, że obecny wygląd, lekko retro, pasuje idealnie. Postawiłam go na wprost wejścia, ponieważ pomyślałam sobie, że balkon z pokojem będą się w ten sposób wzajemnie przenikać i kwiaty sprawią wrażenie, jakby znajdowały się wewnątrz mieszkania. Miło jest teraz rzucić okiem w stronę drzwi balkonowych, aby nacieszyć się ferią barw.



Możemy pochwalić się również własnym, oswojonym motylem, który zagościł u nas w ramach Dnia Dziecka. Wprawdzie był to prezent od teściów, ale zaskakująco entuzjastycznie reagują na jego obecność Krzysiu i ... Valdemar :)


Również nasz uniwersalny wianek zyskał nowe - letnie oblicze ;)



Od dłuższego czasu, po ławeczką, zaczęły mi się gromadzić różne szpargały. A to puste doniczki, a to trochę ziemi do kwiatów, to znowu Krzysia zabawki i tak ziarnko do ziarnka i uzbierało się tego całkiem sporo. Nie wyglądało to zbyt estetycznie, więc postanowiłam ukryć wszystko za niewielką zasłonką. Wykorzystałam do tego zasłonkę kupioną kiedyś w secondhandzie. Materiał zawiesiłam na brązowym mini karniszu do zazdrostek. Wreszcie zapanowałam nad tym chaosem.


Letnia aura za oknem sprawiła, że nasze kocury pasjami spędzają czas na balkonie. Nie przeszkadza im nawet palące słońce a wieczorami urządzają sobie polowanie na chrabąszcze :)


Na koniec dołączam kilka migawek z majowego weekendu. Jak przystało na małego patriotę, w tym roku Krzysiu własnoręcznie powiesił flagę (z niewielką pomocą rodziców ;). Z uwagi na zastosowaną siatkę zabezpieczającą "koci" balkon nie możemy zawiesić flagi na zewnątrz balkonu, dlatego wieszamy ją w środku. Prezentuje się równie dostojnie.



Tym patriotycznym akcentem żegnam się z Wam Kochani i macham do Was ile sił, życząc tym samym równie pogodnych dni, jak te, które rozpieszczały nas w mijającym tygodniu. Na zachętę, zdradzę Wam, że w następnym poście zaserwuję Wam "kuchenną rewolucję" ;D

Pozdrawiam i do zobaczenia!

14 komentarzy:

  1. Pamiętam jak zajrzałam tutaj czas jakiś temu i zauroczył mnie zeszłoroczny Twój balkon...
    Cały czas zostaję pod ogromnym jego urokiem:)
    Koszyczek wiklinowy pięknie przerobiłaś!!!
    Czekam na kuchenną rewolucję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Kuchenna rewolucja jest już prawie na ukończeniu ;)

      Usuń
  2. Koszyki super pomysł i wykonanie ...Zrobiłaś zakątek w którym chce się bywać...Pa...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podoba mi sie Twój balkonik,wszystko jest takie dociągnięte,pasujace do siebie.Pięknie!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny pomysł na osłonki :) A cały balkon bardzo przyjemny w odbiorze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam za ogrom pracy, te doniczki pochłonęły pewnie dużo godzin. Ale efekt wynagradza wszystko, prawda? Ja mam tak ze ścianą w kuchni, którą wymalowałam w ulubione kolory w kompozycji pasiastej. I teraz pobieram z tej ściany pozytywną energię jak na nią patrzę:)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny klimatyczny balkonik, jednak feeria kolorów nastraja pozytywnie. Urocze dodatki no i ovczywiście poduchy.Zaglądam do Ciebie, ponieważ tutaj nauczyłam się metody suchego pędzla i urzekły mnie Twoje wyroby artystyczne. Pozdrawiam.Beata

    OdpowiedzUsuń
  7. witaj, jestem tu pierwszy raz :)
    I powiem, że czuć u Ciebie lato :) bardzo ładnie urządziłaś tarasik! super masz kociska :)) i syneczka patriotę.
    moc pozdrowień, wpadnij kiedyś do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. balkon jest po prostu niesamowity!!!! :)

    a czy mogłaby Pani podać jego wymiary??

    Pozdrawiam - Dominika:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam.
    Dziękuję za miłe słowa. Balkon ma wymiar: 106cm (szerokość), 450cm (długość). Ten wymiar nie jest ostateczny, ponieważ jeszcze w tym roku miała zostać docieplona ściana budynku. Niestety doszło do jakiejś pomyłki w spółdzielni mieszkaniowej i zmieniono wytyczne remontowe na ścianę przeciwległą. Nie ukrywam, że zaczęłam mieć obawy o to, czy uda mi się ponownie umieścić wszystkie elementy wyposażenia na docieplonym balkonie. Docieplenie zwęzi balkon o 10-12cm. Najpóźniej w przyszłym sezonie balkonowym pokażę jak można zaaranżować balkon o wymiarze 94cm / 350cm.
    Pozdrawiam i zapraszam do dalszej lektury ;)
    Stara Winiarnia

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam!
    Twój blog to kopalnia pomysłów...Będę tu często zaglądać. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam, mam pytanie, na jaka strone swiata jest Twoj balkon, tak pieknie rosna Ci kwiaty, ja mam na wschod i niestety nie jest tak różowo :( pozdrawiam Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Madziu, balkon wychodzi na stronę zachodnia, ale od godziny 14 można powiedzieć, ze jest tam pełne słońce. Każda ze stron swiata ma swoje plusy i minusy. Zachodnia i południowa strona maja to do siebie, ze 2 -3 dni zapomnienia w podlewaniu mogą przyczynić sie do utraty niektórych roślin. Ponieważ same nie wiemy czasem jakie odmiany są wskazane na nasz balkon, warto zapytać sprzedawcę, które z nich bedą najlepsze i najtrwalsze. Po pierwszych 2 sezonach zawsze jest sie troszeczkę mądrzejszym. Stara metoda "prób i błędów" tez może sie okazać przydatna;) Warto tez wrzucić w wyszukiwarkę hasło: "jakie rośliny na balkon od wschodu" i na pewno uda sie znaleźć ciekawe rośliny (jak np. tutaj: http://www.wymarzonyogrod.pl/tarasy-balkony/kwiaty-i-rosliny-balkonowe-i-tarasowe/kwiaty-balkonowe-rosliny-na-balkon-wschodni,41_1880.html). Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego sezonu balkonowego.
      Stara Winiarnia

      Usuń
    2. Dziękuje bardzo za tak wyczerpującą i szybką odpowiedz :) będę walczyć z moim balkonem w tym sezonie, już nie mogę się doczekać, dzięki za podpowiedzi i rady, pozdrawiam serdecznie, będę zaglądać :) Magda

      Usuń