czwartek, 6 września 2012

Ostatki lata

Zbliża się najbardziej nielubiana przeze mnie pora roku, a mianowicie jesień. Wiem, że wielu zachwyca się piękną złotą jesienią, ale dla mnie ta pora roku to zapowiedź długiego wyczekiwania na wiosnę. Zawsze powtarzam, że urodziłam się w niewłaściwym klimacie, ponieważ uwielbiam upały, nawet te męczące, a mój organizm najlepiej funkcjonuje w wysokich temperaturach. Zimno i chłód sprawią, że napinam mięśnie i zaciskam zęby, co przekłada się na fatalne samopoczucie. Taka już jestem pokręcona i inna niż większość Polaków przyzwyczajonych na naszego umiarkowanego klimatu. Z tego powodu chwytam ostatnie ciepłe dni pełnymi garściami, chcąc na długo zapamiętać to błogie samopoczucie.
Dwa lata temu przywieźliśmy znad morza czyściutki, plażowy piasek w 2l butelce, bez jakiegoś konkretnego celu. Chodziło mi wprawdzie po głowie, żeby wykorzystać go do jakiejś aranżacji w mieszkaniu, ale zabrakło mi pomysłu i piasek leżał sobie w szafie, zamknięty w plastikowej butelce. Przypomniałam sobie o nim kilka dni temu i nagle był "jak znalazł". Chciałam, żeby Krzysiu miał własną, domową piaskownicę, a jak wiadomo w bloku raczej trudno o miejsce na takie luksusy. Mimo to, wygospodarowałam trochę miejsca w naszym Zielonym Azylu.


Do wykonania domowej piaskownicy, posłużyły mi:
- miska
- piasek znad bałtyckiej plaży
- folia
- kamienie znad morza
- wiaderko, sitko, łopatka, grabki, foremki, itp.
- ładna pogoda



Zanim Krzysiu zasiadł na swoim nowym placu zabaw, konieczne było zabezpieczenie terenu przez nawałem piachu;) Wykorzystałam folię, która była elementem dużego zestawu o zwierzątkach, który Krzysiu dostał od babci z okazji roczku. Folia sprawdziła się w nowej roli znakomicie. Piasek przesypałam do miski a rozrzucone w nim morskie kamyki stanowiły dodatkową atrakcję.
Nastąpiło oficjalne otwarcie domowej piaskownicy... Krzysiu był wniebowzięty!








Dla bardziej odważnych rodziców proponowałabym użycie wody, jako elementu wiążącego piasek :) Obawiam się jednak, że wtedy potrzebna by była chyba większa folia :)) Będąc następnym razem nad morzem warto zabrać ze sobą pustą butelkę lub poprosić bliskich, będących nad morzem o mały transport nadmorskiego piachu ;) Ostatnio słyszałam, że Łeba cierpi co roku na nadmiar morskiego piasku, który stanowi problem dla portu, a który nanoszą morskie sztormy. Myślę, że tam nie obraziliby się, gdybyśmy poratowali ich w niedoli i odciążyli kilkoma nawet butelkami piasku:)

Z plażowego Zielonego Azylu pozdrawia Was gorąco mama, nad wyraz zadowolonego, Krzysia :)

2 komentarze:

  1. Świetny pomysł i Krzyś widać bardzo zadowolony :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przesympatyczny berbeć
    A twoje pomysły rzeczywiście fascynują prostotą, miło tu :D

    OdpowiedzUsuń